STRES SZKOLNY – naszego dziecka czy naszego wewnętrznego dziecka?


Stres szkolny.


Niby wszyscy wiemy co to za twór.


Tylko do kogo on należy?


Czy to stres dziecka tylko?

Czy i nasz, rodziców?

I ile stresu rodziców jest w stresie dziecięcym?

I ile stresu dziecięcego jest w samych rodzicach?


Wrzesień to czas, kiedy po letnim odpuszczeniu szalonego tempa, wracamy do licznych obowiązków.

Jeśli dziecko idzie po raz pierwszy do szkoły lub przedszkola to jest to ogromna zmiana. Nie tylko dla dziecka. To zmiana organizacji życia, codziennego funkcjonowania, rytmu wstawania i zasypiania, zmiana trybu jedzenia, zmiana bezpiecznego środowiska na nowe nieznane. Psycholodzy mówią, ze należy podejść do tego strategicznie i uznać, że na nowo należy zorganizować życie rodzinne, bo dotychczasowe wypracowane funkcjonowanie, czy komunikacja może tu już nie działać, nie być wystraczająca lub nie być dopasowana. To co dotychczas działało i sprawdzało, teraz nie działa, a czasem nawet może szkodzić.

Zatem normalnym jest, że jest to okres stresujący, szczególnie te pierwsze 2 miesiące zanim nowy porządek zacznie się układać. Stres nie jest zły, bo mobilizuje nas do lepszego działania.


Ale dziś chciałam napisać co nam dorosłym może robić wchodzenie z dzieckiem do szkoły.


Warto przyjrzeć się sobie, poobserwować się, swoje myśli, emocje i odczucia z ciała, gdy razem z dzieckiem wchodzimy do szkoły.


Nie wszystko co się zdarza należy tylko do naszego dziecka i nie zawsze o nasze dziecko może chodzić.


Wchodzimy do szkoły jako dorośli, dojrzali ludzie.


Czy na pewno?


Jako dorośli, jednak w środku mamy tzw. nasze wewnętrzne dziecko.

Czyli co?


Czyli, mijając mury szkoły możemy, nie tylko przeżywać emocje dziecka, czyli przeżywamy jego strach jak sobie poradzi, jego obawy czy znajdzie przyjaciół, jego dystansowanie się przed nowym opiekunem/nauczycielem itp., ale również swoje jako rodzica, czy martwienie się czy sobie poradzi i czy my damy radę, czy nie będzie mi wstyd za nie etc.


Ale jest jeszcze coś, czego możemy świadomie nie zauważyć, ale podświadomość może uruchamiać wiele. Może w tych okolicznościach obudzić się wspomnienia z naszego pierwszego pójścia do szkoły. Czyli te same lub podobne lęki jak ma nasze dziecko.

Bo w nas być może odżywają nasze przeżycia, te niemiłe, gdy sami byliśmy zaprowadzani do nowej szkoły, albo szliśmy sami i wcale to nie było dla nas fajne.

Gdy nie byliśmy wysłuchani, gdy nasz lęki były deprecjonowane lub co gorsza byliśmy za to karami. I to karami cielesnymi, ale i karami psychicznymi. czasem rodzice nic nie zrobili, ale zaniechanie działań może być tak samo szkodliwe dla dziecka, jak zadziałanie nietrafione. Dziś przy okazji emocji naszego dziecka związanej z pójściem do szkoły, te wspomnienia mogą odezwać się w nas świadomie lub podświadomie.


Gdy świadomie, to warto się zatrzymać , przyjrzeć się swoim emocjom, może na nowo pozwolić sobie dziś, gdy już jesteśmy dorośli na przeżycie tamtych emocji, czyli jakby dokończyć żale, trudności, tamte emocje z okresu naszego dzieciństwa. I jeszcze raz popatrzeć na siebie. A potem na swoje dziecko i zauważyć czy patrzymy na jego przeżycia, czy na jego poprzez pryzmat swoich.


Gdy natomiast nieświadomie to efekt może być taki, że złościmy się na sytuację, na dziecko, na szkołę, na pośpiech poranny, na korki, na partnera, panią w kiosku, pracowników, na cały system i poza dalszym nakręcaniem emocji prowadzi to nas donikąd. Nie jesteśmy świadomi ile tych emocji pochodzących z naszego wnętrza z przeszłości wpływa na nasze emocje dzisiaj.


A inny powód dlaczego może nam być trudno z emocjami naszego dziecka?


Trudno szczególnie z tymi mocno zewnętrznie okazywanych przez nasze dziecko, przejawiających się np. w stawiamy oporze, negowaniu naszych rodzicielskich próśb, poleceń, obrażaniu się, rzucaniu przedmiotami, krzykami, czasem agresją fizyczną, jak bicie, plucie, kopanie, wymuszania na rodzicach przeróżnych rzeczy i obietnic, stawianiu warunków itd.


Niby wiemy, że należy wspierać dziecko w tych trudnych przeżyciach, zgadzamy się z tym z całego serca, chcemy by tak było, ale w chwili szkolnej zawieruchy zapominamy, że to „złe” zachowanie naszego dziecka ma podłożę często obaw, lęków, wstydu dziecięcego, braku poczucia bezpieczeństwa. Bo mało, które dziecko podejdzie w porannym pośpiechu przedszkolnym do rodzica i powie np. „wiesz mamo jestem taka zła na …, że nie mogę sobie z tą złością poradzić” lub „bardzo się boję czy sobie poradzę w klasie dlatego tak się zachowuję”, albo „mam obawy czy będę lubiana w nowej klasie, dlatego nie wytrzymuje napięcia w sobie”. Mało dorosłych potrafi mówić o swoich emocjach, zatem trudno tego oczekiwać os kilkulatka.


Zapominamy, że podłożem „złego” zachowania zawsze są wewnętrzne trudności dziecka.


I choć to niby wiemy, gdy się te sytuacje zadzieją, często nie możemy ich zmieść. Udźwignąć. Zdystansować się na tyle, aby towarzyszyć dziecku w tych trudnych momentach, a nie nakręcać się razem z nim.

A pod skórą czujemy, że nie zachowaliśmy się jak dorosły, tylko też jak dziecko.

Powód?

Być może to, że w podświadomie przeżywamy nasze przeżycia z przed lat, kiedy to sami byliśmy dziećmi i nie wolno nam było mieć emocje, źle się zachowywać etc.

W jednej chwili dźwigamy bieżące emocje naszego dziecka i swoje z przeszłości.

I to ma prawo być dla nas trudne.

I tą trudność własną warto zauważyć i uznać.


Czyli przy naszym dziecku, zamiast stanąć jako dorosły rodzic, stoimy jak dziecko z poranionym tzw. naszym wewnętrznym dzieckiem. Naszym wnętrzem, które nosi ślady przeżyć czasem bardzo odległych.


I mimo obietnic, że następnym razem nasze dziecko nie wyprowadzi nas z równowagi, że nie zachowamy się okropnie jako rodzic, wpadamy znów w ten sam schemat. Co gorsza z mocniejszym poczuciem winy i porażki. A rodzic w poczuciu winy i porażki, a często własnej bezsilności nie jest rodzicem wspierającym.


Dlatego jeśli poranienia z naszego dzieciństwa są duże , warto do nich wrócić, przepracować, dożyć, uznać np. w terapii.


Jeszcze jedna kwestia, o której chcę napisać - to nasze przekonania nt. szkoły, szczególnie nauczycieli.


Jest często takie przekonanie, szczególnie tych dojrzalszych wiekiem rodziców, że gdy coś się nam się nie podoba w zachowaniu nauczyciela lub dziecko zgłasza nam, że nauczyciel postępuje niefajnie w stosunku do niego, to słyszymy w sobie wewnętrzny głos, który mówi „uważaj lepiej nie zwracać uwagi nauczycielowi, nie kłóć się z nim, bo wszystko odbije się na naszym dziecku”. Albo, że „nauczyciel zawsze ma rację”, „że nasze dziecko się przyzwyczai” etc.

Więc nie robimy nic lub gorzej - zamiast wysłuchać dziecko i skonfrontować zachowanie nauczyciela, strofujemy nasze dziecko, że ma się dobrze zachowywać. Albo boimy się iść do nauczyciela, bo wyjdzie dopiero jak sobie z naszym dzieckiem nie radzimy, ze że je wychowaliśmy etc.

Fakt, że wychowanie dziecka i wpojenie mu wartości to rola rodziców.

Ale warto zanim przyjmie się założenie, ze to wina naszego dziecka, przyjrzeć się temu co się wydarzyło, co mówi do nas nasze dziecko, zaobserwować w jaki sposób mówi, jak jego ciało się zachowuje, gdy opowiada o zachowaniu nauczyciela. I zadać sobie pytanie – a co jeśli nasze dziecko mówi prawdę?


Ja mam taką zasadę w swoim rodzicielstwie, że dopóki nie sprawdzę, nie prześledzę co się wydarzyło w życiu mojego dziecka, zakładam, że mówi prawdę. Dopiero po konformacji spoglądam bardziej realnie na sytuację. Ale nawet gdyby „wina” leżała po stronie mojego dziecka, wiem, że jego zewnętrzne zachowanie wynikało z wewnętrznych trudności.


Przekonania, nasze wzorce rodzinne, społeczne, wdruki itd., czyli w prosty sposób - wzory jak mamy żyć i wzory jak postępować.


Czym są przekonania?

„Przekonania – subiektywne opinie o otaczającej nas rzeczywistości, ludziach, których spotykamy i roli, którą przyjmujemy. Przekazujemy je sobie z pokolenia na pokolenia. One wpływają na nasze życie i życie naszych bliskich. Może to być wpływ wzbogacający lub może okazać się balastem i nierzadko trudnym do zrzucenia ciężarem [źródło: dziecisąważne].


No i znów, choć chcielibyśmy się zachować inaczej, mogli być bardziej wspierającym dla naszego dziecka, przekonania te ograniczające blokują nas, abyśmy postąpili tak jak nam serce podpowiada. I stanęli w obronie dziecka i stanęli obok niego i byli w pełni wspierającym rodzicem.


Ale nie zawsze jest to takie proste. Szczególnie gdy nasze przekonania są z nami od zawsze, a być może w naszej rodzinie od pokoleń.

Czy można coś z tym zrobić?

Zmienić?

Można.

Praca z przekonaniami, czym jest? To przeformułowanie ich z ograniczających na wspierające. Pierwszy krok to zauważyć je, wyłapać. To nie zawsze proste, bo stare przekonania są dla nas jak prawdy oczywiste. Ale można zmienić, można poćwiczyć, czasem idzie to szybko, czasem potrzeba więcej czasu. Czasem robimy to sami, czasem ze wsparciem coacha, terapeuty itp. Nie liczny jednak, że jest magiczny eliksir, który w jedną noc zmieni je jak wróżka z Kopciuszka dynię w błyszczącą karocę. Bo jeśli mamy 30, 40 lat i żyjemy z tymi przekonaniami już dzieści lat, potrzeba czasu by stare ograniczające przekonania „odczepić”, a nowe wspierające mocno osadzić w nas.


Więc choć bardzo chcemy wspierać nasze dziecko, nie zawsze te przekonania dają nam siłę by stanąć za naszym dzieckiem, cokolwiek by rozbiło, cokolwiek by się wydarzyło.

I nie wynika to z naszej słabości lecz z tego, że „odziedziczyliśmy” te przekonania od naszych rodziców i często doświadczyliśmy na naszej skórze ich negatywnego działania, gdy to sami byliśmy małym dzieckiem.


Warto o tym pamiętać, gdy jutro znów zacznie się poranna krzątanina z przygotowaniem do szkoły, potem wejściem do szkoły, gdy odprowadzamy naszego skarba, potem odebraniem dziecka ze szkoły itd.


Zatem pytanie do samego/samej do siebie:

Czy zaprowadzając naszego uczniaka do szkoły, wchodzimy z nim do szkoły jako dorosły rodzic?

Czy raczej jako dorosły z fizyczności rodzic, a z wnętrzem wciąż przerażonego, poranionego małego wewnętrznego dziecka?


I kolejne retoryczne pytania?


Kiedy możemy stanąć przy naszym dziecku i je wspierać?

Kiedy możemy towarzyszyć mu w jego trudnościach podczas zmian w życiu?


Jego trudnościach, w jego ocenie i skali trudności, bo to dziecko tylko może określić co jest dla niego trudne. Co dziecko uzna za trudne jest trudnością dla niego.



Renata K. Oczkowska ✅ Certyfikowany Coach EMCC, ✅ Certyfikowany Provider TRE ✅ Trener rozwoju osobistego ✅ Trener pracy z ciałem ✅ Trener Umiejętności Społecznych dzieci i młodzieży



#szkołą #stresszkolny #stres #trauma #akademiamocy #akademiamocycom #dziecko #uczeń #renataoczkowska

Foto: pixabuy

Wyróżnione posty
Posty już wkrótce
Cierpliwości...
Ostatnie posty
Archiwum
Wyszukaj wg tagów
Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square

© 2023 by Ground Floor. Proudly created with Wix.com

  • Black Facebook Icon
  • Black LinkedIn Icon
  • Black Google+ Icon